piszę to jeszcze raz,bo jestem bardzo upartym osłem i sie nie poddaje. zreszt± - teraz będzie jeszcze lepsza. bo co mi kurde jaki¶ komputer bedzie podskakiwał,nie?
a postanowiłam pojezdzic na moim rowerku, bo stoi taki samiutki i stoi kolo tego drzewka. czeka cierpliwie az na niego wsiade.
na pierwszy rzut oka (pamietajcie, okiem nie nalezy rzucac) sobota calkiem nieciakwa i do chrzanu. no bo pada, bo slonce pooooooooooszlo, bo sie wczesnie robi ciemno, imprezy jak nie bylo tak nie ma, wymieniac dalej nie musze. dzien wprost idealny dla osob o ponurych twarzach i zmarznietych cialach.
a guzik. sobota jest taka jaka sobie namalujesz. taki oto wniosek zrodzil sie dnia dzisiejszego w mojej mozgownicy. no bo wystarcza zupelnie trywialne, bzdurne do granic wytrzymalosci dla niektorych czynnosci. np.:
* pojsc na sksy i przekonac sie o swoich niebywalych predyspozycjach siatkarskich,
* udac sie z rodzicielami do sklepu i zakupic 6 par kololowych skarpetkow, cynamonowa herbatke, rozowe kapciuchy z kawiatkiem oraz bananowy blyszczyk,
* paradowac przed lustrem w owych skarpetkach i kapciach spiewajac beatlesow,
* trenowac na domownikach udzielanie pierwszej pomocy,
* czekać po prostu z niecierpliwoscia dziecka na jutro.
teraz bedzie ostatnie zdanie.